Ludzkie Rozmowy

„GDY WSZYSTKO IDZIE ŹLE I NIE MASZ DOKĄD PÓJŚĆ

PRZYJACIÓŁ TŁUM ROZPROSZYŁ SIĘ

WYDAJE CI SIĘ, ŻE TAK POZOSTANIE JUŻ

LECZ OKAZUJE SIĘ, ŻE NIE!

Tak pięknie zaśpiewał w ostatniej piosence ś.p. Stanisław Sojka a w odpowiedzi usłyszał od śpiewającej z nim w duecie Natalii Grosiak

„…NIE, NIE CZEKAJ TYLKO ŻYJ…”

Jak tu żyć, gdy wokół nie ma do kogo się odezwać, zagadać, pogadać. Wszyscy zajęci własnymi sprawami albo obojętni na CIEBIE. Zawłaszczeni, zaaresztowani, bywa, ogłupieni internetowymi kontami. Rozwijająca informatyka miała ułatwiać życie. Tak jest, co oczywiste. Nie muszę biegać na pocztę, by opłacić rachunki (czy młodzież wie, że kiedyś płaciliśmy kwitki na poczcie? Kolejki były niebotyczne), czy nawet pójście do banku, zabierało czas. Teraz pyk! Mam w domu bank, kilka chwil i załatwione. Teoretycznie odzyskiwaliśmy stracony czas. Tak, ale…

Zamiast spożytkować go na pożyteczne działania, oddajemy naszą uwagę i nasz czas innym. Praca zajmuje każdy wolny czas. Szef chce prezentacje na jutro rano a ty właśnie wychodzisz z biura, bo jest 17-18.oo. Powrót do domu, rodzina i myśl kiedy zasiądziesz do pracy nad Excelem, by zrobić tabelkę gościowi, który za nic ma Twoje relacje rodzinne, zabawę z dziećmi, czy kolacyjkę z żoną. Jakieś hobby? Żart!

Tak zostaliśmy wkręceni, by przyspieszyć, by gnać na oślep! To co odzyskaliśmy, zostaje nam ukradzione. Godzimy się, bo kredyt, bo wynajęte mieszkanie, bo dzieci potrzebują. Jeszcze trochę i będzie lepiej, bo Marysia już pójdzie do szkoły, ja zmienię pracę a Henryk i Leokadia pójdą na emeryturę.

„…NIE, NIE CZEKAJ TYLKO ŻYJ…”

Ratunkiem, nie boję się tego tak nazwać jest relacja otwarta, szczera z drugim człowiekiem. To przyjaciel, znajomy, miły sąsiad czy fajna ciotka, która wysłucha i „podniesie skrzydła, gdy zapomnisz o lataniu”. Czasami kilka chwil potrzeba, by się zatrzymać w tym szalonym pędzie, przystanąć i przenieść uwagę na cokolwiek innego niż kierat lub samotność w którym istniejesz.

Samotność wśród ludzi, bywa, że wśród bliskich. Warto mieć pod ręką telefon do przyjaciela.

Tak jak w tej historii.

Opowieść o dobrym zakończeniu, mimo trudności.

Moja bohaterka, mieszkanka Warszawy zawsze marzyła o życiu na wsi. Była blisko emerytury i te marzenia uznała za fanaberię wiekową. Tymczasem przypadki, czy pole kwantowe raczej, niespodziewanie „przeniosło” ją z Warszawy do słynnej gminy pod Warszawą. Jak? Posłuchaj.

Magdalena była wtedy wdową od 4 lat, gdy przypadkiem spotkała dawnego znajomego ze swojej pierwszej! Pracy. Okoliczności tej chwili pomińmy milczeniem, bo cmentarz nie stwarza atmosfery do ruszenia nową życiową ścieżką a raczej do jej zakończenia. Tymczasem kurtuazyjne, życzliwe i zdawkowe przywitanie przypomniało czas sprzed 30 lat. Zapamiętany znajomy pozostawił renomowane wrażenie. Był wtedy bardzo lubianym gościem. Dla wszystkich życzliwym i mega uczynnym. Muszę dodać, że nie było wtedy Korporacji tylko Zakłady Pracy. To był SZEF! Jako Szef ważnego działu dbał o swoją załogę. W zasadzie nie pamiętam nikogo, kto by go nie lubił. Zawsze uśmiechnięty, pogodny, przyjazny. Doskonały inżynier. Nie było sprawy nie do zrobienia, nie do załatwienia. Jan miał wspaniała rodzinę i wspaniały charakter. Tak go Magdalena zapamiętała wtedy, gdy razem pracowali. W międzyczasie sama wyszła za mąż, urodziła dzieci i po 27 latach owdowiała. Nie miała zamiaru układać sobie nowego związku. Dzieci były już usamodzielnione a ona sama dobrze prosperowała. Szykowała się do przejścia na emeryturę, gdy okazało się, że rząd wydłużył czas pracy. Była wtedy dyrektorem korporacyjnym, co nie przeszkadzało być fachowcem w danej dziedzinie. Mimo, że to był czas paskudnych kreatur na stanowiskach, wśród których przyszło jej funkcjonować, gdzie kompetencje nie zawsze szły w parze ze stanowiskami. Zmiana prezesa pociągnęła za sobą wymianę kadry, bo znajomi króliczka, wierni, choć mierni ciągnęli się za „wodzem”, jak smród za skunksem. Magda nie pasowała do towarzystwa i w okresie „ochronnym”, 1,5 roku do emerytury złożyła wypowiedzenie. Wszyscy się dziwili i tłumaczyli, że przecież cię nie zwolnią, chroni cię prawo, jesteś fachowcem. Potrzebują cię. Lunch z prezesem nie przekonał jej jednak, by zostać w firmie. Zawsze była niezależna i władna do zarządzania własnym życiem i własnym potencjałem. Nie, nie można absolutnie przypisać jej niefrasobliwości, czy braku odpowiedzialności. Od kilku lat prowadziła własną działalność gospodarczą i wiedziała, że spokojnie zarobi na swoje potrzeby. Była fachowcem. Była też osobą, która wiedziała co jest w życiu ważne i dlaczego. Użeranie się z niekompetentną i głupią nową szefową zabierało energię, co niszczyło zdrowie. Korporacja ma swoje przywileje ale też straty. Pytanie kto i ile jest w stanie poświęcić i oczywiście za co! Czy służbowe auto ze swobodą dyspozycji jest warte niewolnictwa? Wysoka pensja wzmacnia tak naprawdę konsumpcjonizm i zatraca wartości, choć często staje się bożkiem. Fakt posiadania tych przywilejów jednak zuboża sferę ducha a może też sferę intelektu. Wszędzie, na wszystko ustalone są procedury a system komputerowy kanalizuje kompetencje. Ogranicza myślenie, ogranicza kreatywność. To wszystko w obliczu wymagań coraz wyższych targetów, budżetów, dowozów tabelkowych koszmarków. Postawa, nastawienie, umiejętności, wiedza fachowa jest mniej ważna niż Pan Excel. Zaangażowanie pracownika jest mierzone czasem klikania w klawiaturę. Ważne, by został po godzinach. Ludzie maja brać pracę do domu, bo na jutro musi pojawić się jakiś raport, którego wrzutkę dostajesz tuż przed wyjściem z biura.

Był to czas, gdy Magdalena skorzystała z 2 tygodniowego urlopu, gdy na raka umierał jej mąż. Po pogrzebie poproszona do prezesa usłyszała, że pewnie jest w złej formie i właśnie firma zadbała, by miała lżej i od dziś przestaje pełnić stanowisko dyrektora działu. Wyjątkowo nietrafiona przysługa. Za to tryb czysto korporacyjny. Nowa vice prezes przywlokła swoich znajomków, o podobnym poziomie intelektualnym, co sama i tym sposobem Magdalena doświadczyła najgłupszego zwierzchnika w całym swoim życiu zawodowym. Gdy Magda pytała innych czy znają „nową”, słyszała w odpowiedzi: nie przywiązuj wagi, ona jest głupia. Rzeczywiście Aneta była głupia. Jedyną jej kompetencją była znajomość z vice. Szybko więc zapadła decyzja, by się zwolnić i czekać na emeryturę, prowadząc działalność gospodarczą. Szło całkiem dobrze do czasu, gdy zamknięto nas w domach. To zamknęło życiowy etap zawodowy. Ten trudny czas dał świadectwo jak ważne są relacje, jak ważne są dobre rozmowy i kontakty. Magda, miała do kogo zadzwonić, by całą historię opowiedzieć, zneutralizować i złość i niepokój, bo miała spore grono dobrych znajomych. Wtedy tylko telefoniczne a i tak te rozmowy ratowały od stresu, lęku i samotności. Podtrzymywały na duchu i konsolidowały społecznie. Ludzkie rozmowy nigdy się nie zdewaluują ani nigdy nie zastąpi ich sztuczna inteligencja. Człowiek, to brzmi dumnie, jak to ktoś powiedział.