Ludzkie Rozmowy

PUSTKA ŻYCIOWA NA EMERYTURZE

Telefon od p. Zofii w któryś listopadowy poniedziałek.

„Kiedy otwieram rano oczy, nic mnie nie zachęca, by wstać. Pomijam zadania prozy życia takie jak, zakupy, załatwienie spraw w urzędzie, banku czy przychodni, kiedy to słowo „muszę” jest dźwignią, która opiera się na mojej wrodzonej odpowiedzialności i obowiązkowości. To jednak za mało, by chciało się żyć. Przegadałyśmy, bo lepiej się wygadać i mieć szansę na lepszy nastrój. Szczególnie, że wielu z nas też miewa takie dni, dni do przegadania, wygadania się”.

Kiedy pracujesz i ciągle masz zadania do zrobienia, bo praca, bo dzieci, bo… Tego jest tak dużo, że ciągle brakuje czasu do swobodnego ogarnięcia, w sposób perfekcyjny, całości. Myślisz wtedy, że gdy dzieci podrosną, gdy zmienię pracę, gdy pójdę na emeryturę, to wtedy nadrobię zaległości w czytaniu, porządkach, teatralnych przedstawieniach, wyjazdach, itp. Lista jest długa ale zachęcająca, bo wydaje się możliwa do realizacji. Masz nadzieję na cudowne życie w tej perspektywie. Tymczasem realizujesz te obecne wyzwania i obowiązki. Jeśli spełniasz się w pracy zawodowej, to zapamiętaj ten czas, bo gdy jej zabraknie, nic już nie będzie takie dynamiczne. Warto zatem znaleźć zawczasu pasję równoległą z obszaru poza pracą. Taką, by przejście na emeryturę zawodową, dało inny potencjał rozwojowy. Nie piszę tu o emerytach, którzy zamienili aktywność pracowniczą na zawód babci czy dziadka i postanowili na emeryturze zajmować się wnukami. Jeśli się spełniają w tej roli, to super sprawa. Piszę o innej sytuacji.

Gdy przeszłam na emeryturę, prowadziłam już działalność gospodarczą. Nie odczułam więc pustki emeryckiej, bo zajmowałam się tym co lubiłam, co było moją pasją zawodową. Był to dla mnie świetny czas życia.

Rok 2020 stał się początkiem degradacji wszystkiego, chyba dla wszystkich. Ustały kontakty, spotkania i zapadła dzika transformacja. Jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że to koniec znanego. Społeczność rozpoczęła pełną przemianę człowieczeństwa. Przemianę? To trochę brzmi jak rozwój ale nim nie stało się. Zamknięci, odizolowani, poniżani, czekaliśmy na znak, by wrócić do tego sprzed lat. Każdy myślał, że na dany znak Ustawy, rozporządzenia, wrócą dawne czasy. Tak się jednak nie stało, bo stać nie mogło. Stworzone środowisko sztucznej, nienaturalnej sytuacji wygenerowało zmienionego człowieka. Dla mnie było zamknięciem mojej pasji, pracy z ludźmi, by podnosić im skrzydła i wzmacniać kompetencje, tak by umieli pięknie żyć i spełniać się w wielu obszarach. Stałam się pełnowymiarową emerytką, czyli stypendystką ZUSu. Obszar wpływu i zaangażowania potencjału skurczył się do przestrzeni domowej. Jakie umiejętności zawodowe mogą być przydatne w domowym działaniu? Sprzątanie? Gotowanie? Pielenie ogródka? Pieczenie ciast? Żadne z tych zajęć nie było moim spełnieniem. Wykonywałam je tylko z naturalnej konieczności. Kiedyś pewien monter klimatyzacji chwalił swoja żonę, że jest taka czyścioszka, że u nich w domu można z podłogi jeść. Odpowiedziałam, że u nas je się z talerzy a po podłodze tarza się pies, który raz wchodzi do domu a za chwilę wychodzi, jak to domownik. Mieszkam na wsi i tu większość psów jest na łańcuchach. Pomyślałam nawet, że może te moje kompetencje wykorzystam do edukacji społeczności wiejskiej ale mam świadomość, że musiałabym być ich proboszczem, by był jakiś skutek. Czyli dość szybko idea pracy twórczej upadła. Kiedy zaczęło mnie wchłaniać „nic nie robienie”, poczułam pustkę i początek degradacji organizmu. Dokładnie tak, jak pani Zofia opowiadała. Przegadałyśmy to wszystko i stwierdziłyśmy, że przejście na emeryturę jest fajnym momentem, który jednak niesie też pewne zagrożenia:

1) Umysł spowalnia, bo brakuje wyzwań, współpracy z ludźmi, kreatywności. Pewne ścieżki neuronowe zanikają, tworzy się banalna rutyna.

2) Pojawia się nuda intelektualna. Kreatywność na poziomie co na obiad, jakie zakupy trzeba zrobić, wyjść z psem na spacer.

3) Obniża się chęć zadbania o siebie. Po co mam się elegancko ubierać? Przecież nigdzie nie idę do ludzi. Paznokcie? Tipsy już dawno odpadły, nowych nie potrzebuję. Przecież nie będę ciągle biegać na uzupełnienie i płacić ciężkie pieniądze.

4) Najgorszy punkt degradacji, to uporczywe myśli, zatruwające umysł

– jak szybko mija życie,

– po co był ten pośpiech,

– ileż to błędów popełniłam,

– gdybym wiedziała wtedy to…

Opowieści snują się po głowie jak seriale, czasem film akcji, czasem thriller a czasem bajka.

Co to by nie było gdybym wtedy!

Tak, w skrócie, przegadywałyśmy z panią Zofią jej smutny stan danej chwili. Udało się wyrównać nastrój, bo wysłuchanie, gdy chcesz się wygadać, jest doskonałą „terapią” dla każdego. Umówiłyśmy się, że zadzwoni za jakiś czas.

JAK BY TO BYŁO TERAZ, GDYBYM MIAŁ ODWAGĘ BYĆ SOBĄ I ŻYĆ PIĘKNIEJ, NIE MARTWIĄC SIĘ!